Senator największym niewypałem wyborów parlamentarnych

DSC06801Mecenas kultury i sztuki, imponujący części członków lokalnej Platformy Obywatelskiej dobrą znajomością z premierem Donaldem Tuskiem – takie wrażenie próbuje budować wokół siebie senator Andrzej Kobiak – przedstawiciela lokalnych elit z prawdziwego zdarzenia. Niestety tak szerokie kontakty nie przekładają się w żadnym wypadku na korzyści dla Bydgoszczy.

W czasie kampanii wyborczej w 2011 roku odbyła się tylko jedna konferencja prasowa z kandydatem na senatora Andrzejem Kobiakiem (przynajmniej o jednej miałem wiedzę). Padła na niej ważna deklaracja związana z podziałem środków unijnych:

Dane którymi dysponuje Sejmik wskazują, że pieniądze są dzielone mniej więcej równo. Z kolei Pan prezydent Bruski mówi, że zrobi wyliczenia, że Bydgoszcz jest poszkodowana. Mamy dwie różne opcje i warto doprowadzić do spotkania na którym byśmy te liczby porównali – mówił 8 września 2011 roku kandydat Andrzej Kobiak, który zadeklarował, że jak zostanie parlamentarzystom podejmie działania w celu wyjaśnienia tych nieprawidłowości.

Do dzisiaj specjalnie aktywności w tym zakresie senatora Kobiaka nie widać. Pytany przeze mnie o tę sprawę mniej więcej rok po wyborach stwierdził, że obietnice wykonał, gdyż z jego inicjatywy (oraz toruńskiego senatora Jana Wyrowińskiego) odbyło się spotkanie w Bydgoszczy z minister Elżbietą Bieńkowską, dzisiejszą wicepremier. Na tym spotkaniu w żaden sposób jednak uczciwości podziału środków nie wyjaśniono, a marszałek po nim nadal twierdził, że Bydgoszcz otrzymuje najwięcej.

W pewnym stopniu obietnicę wyborczą senatora Kobiaka przez przypadek zrealizowała posłanka Anna Bańkowska, która wystąpiła do minister Bieńkowskiej o zestawienie wysokości dotacji unijnych na poszczególne miasta naszego województwa. Po przeliczeniu na mieszkańca okazało się, że podział ten jest dla Bydgoszczy niekorzystny.

Gdy w ostatnim czasie trwa dyskusja na temat Zintegrowanych Inwestycji Terytorialnych senator stara się ją omijać jak najdalej. Jeżeli już się wypowiada to bez konkretów. Bo do dzisiaj nie usłyszeliśmy deklaracji, czy popiera starania bydgoskiego samorządu, aby powstały dwa ZIT-y – Bydgoski i Toruński.

Nie jest tajemnicą, że mandat parlamentarzysty objął dzięki wsparciu toruńskich polityków Platformy Obywatelskiej. Działacze PO z Bydgoszczy chcieli bowiem, aby w tych wyborach partię reprezentował Roman Jasiakiewicz. Na szczeblu wojewódzkim toruńska frakcja PO zdecydowała się jednak postawić na Kobiaka, który po przez brak zdecydowanego zdania, działa w ostatnim czasie na korzyść tych polityków.

Roman Jasiakiewcz był kandydatem bydgoskiej PO na Senatora, ta decyzja nie została uszanowana jednak przez władze wojewódzkie – mówił na sesji Rady Miasta Bydgoszczy 23 listopada 2011 roku radny PO Wodzisław Giziński, w czasie dyskusji nad odwołaniem Jasiakiewicza w funkcji przewodniczącego. Mimo, że struktury krajowe i wojewódzkie chciały ukarać Jasiakiewicza, za to, że wystartował w wyborach przeciwko Kobiakowi, część radnych w głosowaniu się wyłamała.

Dzisiaj wielu bydgoszczan zadaje sobie pytanie, czy nasze miasto w Senacie lepiej nie reprezentował by Jasiakiewicz, który szedł do wyborów z hasłem – Metropolia Bydgoska? Większość z nas jednak doskonale widzi, że senator Kobiak nie rozumie interesów naszego miasta. Odnoszę wrażenie, że jego ,,imponująca” pozycja w partii głównie związana jest z tym, że lojalnie unika trudnych kwestii.

Zastanówmy się zatem w przyszłości, czy takiemu człowiekowi dać mandat do reprezentowania nas!

Łukasz Religa