Magia zmian

tn_IMG_2158To niesamowite, jak bardzo przez ostatnie 20 lat zmieniła się Bydgoszcz. Ledwo pamiętam zarośniętą Wyspę Młyńską i zaniedbane bulwary nad Brdą, czasy, kiedy Opera Nova miała ceglaną barwę, ulica Nad Torem była szeroką, gruntową drogą z rowami wzdłuż poboczy, a tramwaj na Dworcowej był tylko wspomnieniem. Na kamienice wzdłuż Długiej nikt nie patrzył z zainteresowaniem, a ze zgrozą. Swoim rozkwitaniem moje rodzinne miasto zainspirowało mnie do obrania konkretnej ścieżki kształcenia i utwierdza mnie w przekonaniu, że urbanistyka i planowanie przestrzenne są prawdziwą sztuką, a zarządzanie miastem – rzemiosłem, którym niestety zbyt często trudzą się niewłaściwi ludzie.

Zapewne część z Was, czytając pierwsze zdania poprzedniego akapitu, pomyślało: „No tak, ale upadł Romet, Zachem, jest bezrobocie, nie mamy chleba, a wciskają nam igrzyska, teatry, galerie, ławki nad rzeką. Co nas obchodzi przystań dla jachtów?!”.

Śpieszę więc z wyjaśnieniami.

Całe zamieszanie wokół procesów rewitalizacji miast leży w jego znaczeniu dla rozwoju lokalnego. Oczywiście, nie każdy remont w mieście jest rewitalizacją, a sama przystań na Brdzie nie przyniesie od razu tysiąca nowych miejsc pracy. Dzięki remontowi Młynów Rothera Urząd Miasta zyskuje atrakcyjną lokalizację, którą mogłoby (spokojnie, tak się nie stanie!) wynająć podmiotowi prywatnemu i na tym zarobić. Mało tego, pozostawia nienaruszone obszary, które byłyby być wynajęte, gdyby Młyny dalej straszyły, a nie zachwycały. Efektem mnożnikowym wokół odremontowanego budynku i rekultywowanej polany pojawiają się puby, kluby, restauracje i lodziarnie, ale też kancelarie czy biura.

Istnieje co najmniej kilkanaście determinant rozwoju lokalnego. Wśród nich jest kilka tak oczywistych, że nie wymagają komentarza, jak zasoby siły roboczej, liczba przedsiębiorstw bądź lokalizacja. Na zdecydowaną większość czynników mamy znaczny wpływ – i w mniejszym bądź większym stopniu są z nimi związane procesy rewitalizacyjne. Chodzi tu między innymi o zagospodarowanie transportowe, walory środowiska przyrodniczego, a nawet kultura.

Załóżmy hipotetyczną sytuację, że wielki zachodni koncern elektroniczny chciałby założyć w naszym kraju swoją filię. Zakładając, że kwestie opodatkowania i wolnego terenu w dogodnej lokalizacji mu odpowiadają – upatrzył sobie Bydgoszcz. Ma on wypracowane pewne własne technologie produkcji, nieznane w Polsce, więc musiałby wysłać na Kujawy grupkę swoich wykwalifikowanych pracowników, by przekazali swoje umiejętności  i wiedzę Kowalskiemu. Inwestor nie wyśle swoich pracowników na pół roku czy rok byle gdzie. Mając inne podejście do pracy i odpoczynku oraz większą ilość pieniędzy do wydania będą oczekiwali szerszej oferty na spędzanie wolnego czasu poza przedsiębiorstwem. Nie wystarczy im centrum handlowe z multipleksem. Myślę jednak, że doceniliby otoczenie lasami w towarzystwie dwóch rzek i kanału, po których może popływać wypożyczonym jachtem oraz bogatą ofertę sportową i kulturalną. Ważne jest też jak miasto zaspokaja potrzeby mieszkańców, więc zadbanie o odpowiednią sieć komunikacji miejskiej, połączenia lotnicze czy służba zdrowia też ma spore znaczenie.

Rezultatem tego typu działań jest też zmiana wizerunku miasta. Powoli stawiane będą nowe, wielokondygnacyjne budynki – być może świeże wizytówki metropolii, którą chcemy stworzyć. Dzięki lokalnym uczelniom wyższym z modernizowanym zapleczem naukowym wysyłamy sygnał, że nie jesteśmy już miastem przemysłu i termin „gospodarka oparta na wiedzy” nie jest nam obcy. Patrząc na piękniejące ulice nikt z zewnątrz Bydgoszczy nie zarzuci, że źle gospodaruje pieniędzmi i sam będzie chciał w nią zainwestować.

Monika Brodziak