Uczniowie nie czują, że żyją w mieście sportu

tn_DSC_2725W ubiegłym tygodniu byłam gościem na uroczystości pożegnania tegorocznych absolwentów bydgoskiego Zespołu Szkół Elektronicznych. Zaproszony został na nią również prezydent Rafał Bruski, oraz dyrektor wydziału edukacji Urzędu Miasta Bydgoszczy Iwona Waszkiewicz. Przed rozdaniem świadectw głos zabrał ustępujący ze stanowiska przewodniczący Samorządu Uczniowskiego, a zarazem tegoroczny maturzysta. Większość zgromadzonych spodziewała się z jego strony kilku ciepłych słów na temat placówki oraz sztampowych podziękowań dla grona pedagogicznego. Nic z tych rzeczy. Dziarski młodzieniec w swojej przemowie postanowił skorzystać z obecności prezydenta miasta i zadbać o interes społeczności szkolnej. „Nasza sala gimnastyczna nowoczesna… była. Jak ją budowano.” – wspomniał.

 

Od razu przed oczami stanął mi obraz sali gimnastycznej mojego liceum. Obskurne lamperie, odpadający tynk, w kranach zimna woda. Piętnaście dziewcząt usiłujących przypudrować nosy przy dwóch lustrach na krzyż. Obleśne prysznice rzecz jasna nie zachęcały do higieny. Ubrania, w zależności od temperamentu właścicielki, ułożone skrzętnie na ławeczce lub porozwalane między nią a żeliwnym kaloryferem – nie ma mowy o żadnych szafkach. WF na 7:10 w poniedziałki wspominam dzisiaj z rozrzewnieniem, ale wtedy to nie było nic zabawnego. Nigdy lekcji na sali gimnastycznej nie miała tylko jedna klasa. Zwykle co najmniej dwie, często trzy. Jak dobrze, że wygospodarowano miejsce na siłownię w mniejszej salce na parterze. Nauczyciele mogli odetchnąć z ulgą, gdy pogoda sprzyjała wyjściu na skromne boisko lub bieganiu w parku Witosa. Mam nadzieję, że sytuacja ‘jedynki’ pod tym względem od tamtego czasu się choć trochę poprawiła.

 

Zwykle aktywne w walce o obiekty sportowe zaangażowane są szkoły, które prowadzą takowe profile kształcenia. Wydaje się, że one otrzymują wsparcie w pierwszej kolejności i nikt nie powie, że nie jest to słuszne. O porządne sportowe zaplecze nie muszą się też martwić najmłodsi i gimnazjaliści – w ramach akcji Orlik 2012 boiska wyrastają jak grzyby po deszczu na prawie każdym osiedlu, a władze nie poskąpią funduszy miejskich ani unijnych na baseny i place zabaw dla dzieciaków. Próbując odciągnąć je od komputerów zapominają o tych starszych, których zachęcać do ruchu nie trzeba, gdyż są z tego pokolenia, które jeszcze spędzało popołudnia na świeżym powietrzu. Nikt się nie przejmuje młodymi sportowcami  z pozostałych szkół ogólnokształcących i zawodowych, warunkami i porami, w jakich odbywają się lekcje i treningi w ramach SKSów (o ile takowe już funkcjonują). Miasto sportu, na jakie Bydgoszcz się kreuje, nie powinno pozostawiać ich samym sobie.

 

W całej Polsce powstają co raz to nowe ligi dla osób w każdym wieku i stopniu zaawansowania, by nawet pan Jurek z brzuszkiem po pracy mógł pohasać za piłką, a nawet zdobyć jakieś trofea z drużyną zmontowaną z kolegami z pracy. Rozgrywki piłkarskie dla drużyn amatorskich organizowane są na ‘orlikach’, które docelowo służyć miały młodzieży. Nie raz widziałam, jak dzieci w wieku wczesnoszkolnym zabijające nudę na murawie musiały zejść z boiska przy swojej podstawówce, by starsi mogli odbyć mecz. To nie świadczy o niczyjej złośliwości czy niesprawiedliwości, a o ciągłym niedoborze takich obiektów. Jak się mówi „A” i zachęca Polaków do aktywności fizycznej, to trzeba powiedzieć „B” i znaleźć im do tego miejsce!

Sal gimnastycznych pamiętających jakością poprzedni ustrój jest w naszym mieście sportu całkiem sporo. Cóż więc odpowiedział temu młodemu człowiekowi prezydent Bruski? Zapewnił z uśmiechem, że sala jest już „mierzona”. Cokolwiek miałoby to znaczyć, mam nadzieję, że nie było przedwyborczą ściemą. Uczniowie najlepszych szkół w mieście nie zasługują na taką kiełbasę, zwłaszcza, że po jej skonsumowaniu nie mają gdzie jej potem „spalić”.