Wielka porażka Bydgoszczy o której opinia publiczna mało wie

Obraz Romana Puchowskiego

Obraz Romana Puchowskiego

Batalia o ZIT była w naszym regionie bardzo medialna. W mediach pojawiało się po kilka, a niektórych tytułach nawet kilkanaście, publikacji na ten temat tygodniowo. Dużo mówili o tym też samorządowcy i politycy, bo także parlamentarzyści byli w tej kwestii bardzo aktywni. Kontrakt Terytorialny na szczeblu wojewódzkim uzgodniono natomiast w okresie urlopowym, duża część samorządowców o nim nie wiedziała, w mediach właściwie po za nielicznymi publikacjami też była cisza. Tutaj chodziło tylko o kilka miliardów złotych.

Środki finansowe, które trafić mają do ZIT przy miliardowym Kontrakcie Terytorialne to tak naprawdę ułamek. Owszem batalia o Zintegrowane Inwestycje Terytorialne była bardzo ważna, bo chodziło m.in. o ustanowienie filozofii działań rozwojowych na najbliższe lata. Wbrew woli wielu bydgoskich środowisk zdecydowano się pójść w kierunku budowy metropolii bydgosko-toruńskiej i to dla wielu jest porażką.

Niekorzystny dla zachodniej części kujawsko-pomorskiego Kontrakt Terytorialny będzie jednak równie wielką porażką, jak nawet nie większą. Bo i od tych inwestycji dużo będzie zależeć, czy Bydgoszcz będzie otwarta w kierunku zachodni i południowym, czy tylko jak chcą elity toruńskie – w kierunku wschodnim.

Kontrakt Terytorialny to pokrótce ma być umowa pomiędzy rządem, a samorządem. Czyli jako województwo zawrzemy z rządem (nie tylko obecnym ,ale też jego następcami) umowę na realizacje dużych zadań inwestycyjnych w kujawsko-pomorskim w perspektywie unijnej 2014-2020. W skład tego kontraktu wejdą m.in. wielkie zadania infrastrukturalne, stąd też mowa o miliardach złotych.

Tak jak wspomniałem na samym początku, prace wewnątrz wojewódzkie nad kontraktem odbywały się w okresie wakacyjnym, stąd też tak naprawdę mało kto się nimi zainteresował. Konsultacje społeczne marszałek przeprowadził w bardzo ekspresowym tempie, część samorządowców o nich w ogóle nie wiedziała, a władze Bydgoszczy z kolei nie dzieliły się z opinią publiczną postępami w negocjacjach z marszałkiem. W efekcie tego nawet radni Sejmiku nie wiedzieli jakie dla bydgoskiego ratusza były priorytety, aby pomóc w walce o nie. Oceniając krótko – nikt nie podjął próby koordynacji działań politycznych dla realizacji interesów Bydgoszczy w tej materii. Radna Elżbieta Krzyżanowska w ostatnich dniach wyraziła ubolewanie, że władze naszego miasta nie wspierały bydgoskich uniwersytetów w staraniach o ich projekty.

Większość radnych dowiedziała się o tym, że jakieś negocjacje były toczone dopiero w ostatnią środę na sesji Rady Miasta, gdy ustalenia wojewódzkie zakończyły się w dniu 2 września, czyli dobre 3 tygodnie wcześniej. Opozycja zarzucała prezydentowi, że nie konsultował z radnymi żadnych działań, zaś włodarz miasta odpowiadał, że projekty pochodzą z przyjętej przez radnych Strategii Rozwoju Bydgoszczy do 2030 roku. Ten dokument liczy jednak ponad sto stron, a lista projektów mających szans na realizację w ramach Kontraktu Terytorialnego jest znacznie mniejsza, stąd też wytłumaczenia prezydenta i polityków PO są tutaj niepoważne.

Ja bym interesu Bydgoszczy nie ograniczał jednak tylko do granic administracyjnych miasta. Bo o ile projekty o które walczy Bydgoszcz jak rozbudowa trasy W-Z, Węzła Zachodniego, budowy obwodnicy Kapuścisk są ważne. To interesować się powinniśmy też projektami dotyczącymi rozbudowy dróg krajowych czy infrastruktury kolejowej. O ile w kwestiach kolejowych w tym kontrakcie zbytnio nie ma co dyskutować, gdyż w kujawsko-pomorskim nie ma woli, aby inwestować w ten środek transportu, to w kwestiach drogowych pojawiają się dla nas już istotne  zabiegi. Planuje się bowiem rozbudowę dość gruntownie drogi krajowej nr 10 na odcinku Bydgoszcz – Toruń do trasy drogi ekspresowej, do tego gruntowną przebudowę drogi krajowej nr 80 pomiędzy tymi miastami. Z tych projektów należy się na pewno cieszyć tyle, że już w przypadku drogi krajowej nr 25 z Bydgoszczy na Inowrocław ta przebudowa będzie minimalna. Nie powstaną obwodnice Nowej Wsi Wielkiej, ani Złotnik Kujawskich. Jaki ma zatem sens  rozbudowywanie dwóch alternatywnych wobec siebie tras na Toruń, gdy droga na Inowrocław, gdzie według ostatniego Generalnego Pomiaru Ruchu natężenie jest większe niż w przypadku na Toruń, będą toczone inwestycje bardziej prowizoryczne. Dla porównania należy zwrócić uwagę, że droga krajowa nr 15 na odcinku Toruń – Inowrocław będzie przebudowana  do znacznie wyższej klasy. W rezultacie Toruń na tym kształcie Kontraktu Terytorialnego zyskałby dużo więcej niż Bydgoszcz, stąd też podkreślam na każdym kroku, że te ustalenia są porażką.

Obecnie odbywa się druga runda negocjacji Kontraktu Terytorialnego, tym razem już bezpośrednio z przedstawicielami Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju. Nasze województwo reprezentują marszałkowie z Piotrem Całbeckim na czele i pozostaje nam liczyć, że będą oni zabiegać równie usilnie o projekty bydgoskie jak toruńskie. Z moich informacji wicemarszałek Edward Hartwich do tych negocjacji nawet nie został zaproszony. Okazać się może, że za kilka dni (tak przynajmniej wynika z zapowiedzi), porażka Bydgoszczy i zachodniej części kujawsko-pomorskiego będzie jeszcze wyższa, bo rząd i tak wszystkich zgłoszonych przez nasze województwo  projektów nie zrealizuje.

Łukasz Religa