Wyborcza parówka

DSC_1856Kampanie przed elekcją na fotel posła, radnego czy burmistrza/wójta/prezydenta cechują się charakterystycznym swądem wyborczej kiełbasy. Zwykle składem przypomina ona raczej kiepską parówkę: deklaracje oddzielone mechanicznie od rozumu, podlane wodą i doprawione aromatem wiarygodności. Czasem pojawiają się wysokiej jakości rozwiązania na problemy wyborców – im wyższy procent w składzie, tym niby lepiej, ale na produkcję takiego wyrobu należy spożytkować więcej mózgowego surowca, a jak dobrze wiemy, nie każdy komitet stać na ruszenie głową. By pamięć o kandydującym była trwała, czasem trzeba tę parówkę zaopatrzyć w konserwanty  – a to jakiś happening, a to kontrowersyjna wypowiedź w mediach, byleby tylko nie dać o sobie zapomnieć. Wszystko to spulchnione poczciwym uśmiechem naszego kandydata. Nie brzmi to smacznie, nic więc dziwnego, że po wyborach ów parówka latami leży nam na żołądku.

Powyborczej niestrawności powinniśmy zapobiegać na dwa sposoby: nie angażować się emocjonalnie w to, co nam obiecują nasi potencjalni reprezentanci (co jest niekiedy bardzo trudne. Można też olać w wybory w ogóle, czego nie polecam), bądź zastosować nasz zdrowy rozsądek. Dawkowanie: bezpośrednio po skonsumowaniu wyborczej parówki usiąść, położyć się lub pójść na spacer i ruszyć głową. Zachować bezwzględny spokój. Nie podniecać się na portalach społecznościowych. Nie otwierać szampana. Nie obrażać kandydata, który nas tą parówką poczęstował. Może ktoś kazał mu to zrobić? Może on sam właśnie leży chory i z bólu płacze w poduszkę?

Zaleca się dyskusję w gronie zainteresowanych osób, jednak nie mniej, niż godzinę po spożyciu. Zagwarantuje nam to dystans do pechowego posiłku i spojrzenie nań z innej perspektywy. Kiedy mamy do czynienia z parówką w postaci toru Formuły 1 w Myślęcinku czy metra na Osową Górę wskazane jest się uśmiechnąć.

Jak w każdym leku, nawet homeopatycznym, istnieją pewne przeciwwskazania do jego stosowania. W tym przypadku są to: występujące najczęściej ślepe zapatrzenie w kandydata i jego mniejsze czy większe zaplecze polityczne, wiek poniżej 18 lat lub, w rzadkim przypadku, nieuleczalna głupota wyborcy.

Monika Brodziak