Kolejowy niedorozwój

DSC06905Wiele razy wspominałam o tym, że Bydgoszcz powinna zacieśnić współpracę z gminami ościennymi, chociażby z racji posiadania wspólnego nieprzyjaciela, jakim jest polityka „miłościwie” nam panującego Zarządu Województwa. Niestety, odnoszę wrażenie, że te urzędowe, formalne relacje nie wyglądają na zażyłe, a wszelkie deklaracje, o ile takowe występują, to zwykła kurtuazyjna mowa – trawa.

Nie inaczej jest w przypadku naszych stosunków z malowniczo położonym Koronowem.

Ta dość duża gmina liczy prawie 25 tysięcy mieszkańców. Gospodarka opiera się tam głównie na turystyce i rolnictwie, nie znajdują się tam większe przedsiębiorstwa usługowe ani przemysłowe. Czyni to Koronowo miejscowością wolną od zanieczyszczeń, ale i podatną na deficyt miejsc pracy, zwłaszcza dla osób z wyższym wykształceniem, a co za tym idzie, na odpływ ludności w wieku produkcyjnym do większych aglomeracji. Czy tamtejsze władze powinny w takim razie zmienić strategię rozwoju i zacząć aktywniej pozyskiwać inwestorów nowych branż? Wręcz przeciwnie. Uważam za niepokojący trend przekształcania każdej gminy w raj dla zagranicznych spółek, przez co małe miasteczka tracą swój specyficzny charakter, a wsie i przysiółki tracą swój czytelny układ przez budowane w szczerym polu hurtownie i magazyny.

Koronowo powinno wykorzystać najcenniejszy posiadany przezeń kapitał, którego nie można pozyskać ulgami podatkowymi i promocją – kapitał przyrodniczy, stanowiący solidne podwaliny pod bazę wypoczynkową dla bydgoszczan. Obecnie, nawet pomimo znośnej częstotliwości kursów autobusowych, niezmotoryzowani bydgoszczanie raczej niechętnie wybierają nadwodne zaplecze rekreacyjne tej gminy – wolą nieco bliżej położone Borówno bądź połączone kolejami regionalnymi Chmielniki. Co prawda na korzyść Koronowa przemawia ciekawie wytyczona trasa rowerowa, nadal jednak wielu koronowiaków codziennie dojeżdża do Bydgoszczy, gdzie uczą się i pracują, spędzając w autobusie dziennie około 90 minut.

Przeszło 80 lat temu nikt nie posłuchał interpelacji pewnych posłów w sprawie poprowadzenia kolei szerokotorowej do Koronowa przy okazji budowy magistrali do Gdyni. Działacze doskonale zdawali sobie sprawę ze znaczenia transportu kolejowego dla lokalnej gospodarki, zwłaszcza dla zbycia wytwarzanych surowców, wróżąc miastu marginalizację i upadek przedsiębiorstw w przypadku nieuwzględnienia go w przebiegu linii. Niestety ich zabiegi okazały się nieskuteczne, a prognozy – trafione. Dziś mieszkańcom tych stron pozostało wspominać z rozrzewnieniem wąskotorówkę do Bydgoszczy. Z transportowo – rekreacyjnej współpracy obu miast pozostały już tylko fotografie, pocztówki i najwyżej położony nad lustrem wody most kolei wąskotorowej w Europie.

Szansą dla gminy Koronowo (i nie tylko) jest przywrócenie ruchu kolejowego do Tucholi (poprzez jego modernizację) i wybudowanie do 10 kilometrów torów prowadzących wzdłuż Samociążka do Bożenkowa. Stamtąd wystarczy wykorzystać istniejącą infrastrukturę do Maksymilianowa i dalej, do Bydgoszczy. Przy odpowiednim stanie technicznym odcinek ten można pokonać pociągiem znacznie szybciej niż trwa podróż autobusem drogą nr 25. Połączenie kolejowe z Bydgoszczą może paradoksalnie pomóc w zahamowaniu odpływu ludności argumentowanego wygodą i bliskością miejsc pracy, podobnie, jak w przypadku Wągrowca, który od kilku lat notuje wzrost liczby mieszkańców. Alternatywny dojazd na tereny powiatu tucholskiego otworzy go bardziej na świat, zwłaszcza na turystów. Piękne mosty przywołujące wyglądem na myśl rzymskie akwedukty to prawdopodobnie największa atrakcja tej linii kolejowej – stąd udało się wpisać ją do wojewódzkiego rejestru zabytków. Niestety istniejąca na niej infrastruktura ulega systematycznej degradacji.

Niestety z północnej części województwa nie słychać przesadnych utyskiwań z powodu braku tego połączenia. Wyjątek stanowi działalność Koronowskiego Stowarzyszenia Rozwoju Turystyki „Szczęśliwa Dolina”, dzięki której udało się wpisać brakujący odcinek do Bożenkowa do planów rozwoju na lata 2014 – 2015. Jak jednak bydgoszczanie wiedzą z autopsji marszałek nie jest skłonny dotowaniu inwestycji w transport szynowy, no chyba, że na prawym brzegu Wisły. Stąd należy zmobilizować okoliczne samorządy wraz z Bydgoszczą i jednym głosem przypominać o przerzedzającej się sieci kolei regionalnej, która już nigdy nie będzie tak gęsta jak za swoich złotych lat. Do tego jednak najwidoczniej brakuje woli politycznej, tak potrzebnej koronowiakom.

Monika Brodziak