Świętowanie to nie tylko toasty

DSC06943Mija 669 lat Bydgoszczy jako miasta. My, jej współcześni mieszkańcy, pamiętamy raptem niewielki ułamek jej historii. Resztę musimy poznawać na własną rękę wertując albumy ze starymi fotografiami. Przeglądając kroniki możemy zauważyć z jakimi problemami zmagała się przed laty, jakie przeżywała wzloty i upadki i jak radziła sobie z bolączkami rozwijającej się mini metropolii. Powiedziałabym, że ostatnia dekada może być raczej uznawana przez nas jako powolny wzlot ku prosperity – począwszy od rewitalizacji Wyspy Młyńskiej i rozpoczęciu mozolnej zmiany wizerunku miasta, przez powrót Zawiszy do Ekstraklasy (pomijając niesmak temu towarzyszący), rozpoczęcie budowy Tramwaju do Fordonu, ściąganie Ikei zwieńczone sukcesem, kończąc na uruchomieniu systemu rowerów miejskich. To tylko blaski naszego miasta które pierwsze przychodzą mi na myśl, a przecież wiatr bezustannie wieje nam w oczy w postaci niesprzyjającego marszałka, toruńskiego lobby, kurczącej się liczby mieszkańców i nieznacznie drgającego, ale wciąż trzymającego się kurczowo między 7 a 8 % bezrobocia.

Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej – zwykliśmy mówić, by nie wyjść ani na hurraoptymistów, ani na malkontentów.

W tym roku urodziny miasta zbiegły się w czasie z powrotem tematu przemian na ulicy Cieszkowskiego. Prace nad Nowomazowiecką zostały zawieszone co najmniej na kilka dobrych lat ze względu na budynki Szkoły Muzycznej. Efektem domina na parę lat trzeba odłożyć też przebudowę ulicy Cieszkowskiego, a jej mieszkańcy jeszcze trochę będą musieli znosić autobusy przeciskające się pod ich oknami. Swoją drogą nie wiem, kto wpadł na pomysł poprowadzenia tamtędy przegubowców w kierunku Bartodziejów, ale zazdroszczę mu odwagi do podejmowania decyzji pomimo upośledzenia zmysłów. Przeglądając prezentację przygotowaną przez MPU, w której zawarto w sumie cztery warianty przekształcenia zarówno samej ulicy, jak i elewacji i małej architektury, rzuca się w oczy i cieszy fakt, że wariant przygotowany przez mieszańców właściwie nie różnił się merytorycznie od wersji przygotowanych przez urbanistów. To pokazuje, jak rośnie świadomość oraz zaangażowanie mieszkańców, społeczeństwo zdobywa wiedzę na własną rękę i w ten sposób rodzą się nowe pomysły uwzględniające „tubylczy” punkt widzenia. W mojej opinii nawet głupia lokalizacja przejścia dla pieszych powinna być konsultowana z mieszkańcami, skoro projektantowi nie chce się stać 12 godzin na skrzyżowaniu i obserwować ich sposobu poruszania się w danej przestrzeni.

Jednak to nie ulica Cieszkowskiego jest bohaterką myśli, której chciałabym poświęcić niniejszy felieton. Jest nią ulica Gdańska, która to powinna być rdzeniem przemian dla tej części miasta. To od niej powinno się zacząć całe rewitalizacyjne założenie. Pewne aspekty zostały już ruszone, jak kontrapas, który istnieje wyłącznie dla rowerzystów, a z którego nadal niektórzy amatorzy dwóch kółek korzystać nie chcą. Co raz więcej kamienic na Gdańskiej odzyskuje blask. Powoli poprawia się jej usługowa oferta, choć jej stopień atrakcyjności nie jest równomiernie rozłożony wyraźnie ciążąc w kierunku placu Teatralnego. Nadal plac przy Rywalu przypomina Jarmark Europa, a im dalej na północ, tym węższe chodniki i więcej samochodów.

Piszę o tym, bo na jesieni kolejny już raz obchodzić będziemy święto ulicy Gdańskiej. Święto polegające na koncertach, plenerowych seansach, jarmarkach i ogólnie pojętym jałowym spędzie znudzonych mieszkańców miasta. Nie potępiam tego wydarzenia jednoznacznie negatywne. Zastanawiam się jednak, dlaczego z tej okazji nikt jeszcze nie zorganizował dyskusji na temat jej przyszłości i problemów. Dlaczego mieszkańcy, władze, organizacje społeczne i, to bardzo ważne, studenci (architektury, transportu, wzornictwa, architektury krajobrazu) nie spotkali się na wspólnej konferencji, na której wymieniliby się swoimi wizjami. Przykład ulicy Cieszkowskiego pokazuje, że mimo solidnego przygotowania strony społecznej nadal bardzo potrzebna jest taka szeroko zakrojona wymiana myśli i pomysłów. Wzywam więc do tego, by najbliższe obchody święta naszej nadal najbardziej reprezentacyjnej ulicy zostały wzbogacone o ten jeden produktywny element.

A naszemu miastu z okazji urodzin życzę większej ilości tak zaangażowanych mieszkańców, jak ci zapaleńcy z ulicy Cieszkowskiego.

Monika Brodziak