Fochagate

ul. Focha (2)Długo opierałam się przed napisaniem tego artykułu. Po części ze względu na brak oficjalnie zorganizowanych konsultacji i konkretnej zaprezentowanej dokumentacji, która powinna im towarzyszyć. Swoją drogą sytuacja z konsultacjami w tej konkretnej sprawie staje się powoli, delikatnie mówiąc, niepoważna – przekładane są z miesiąca na miesiąc i wszystko wskazuje na to, że ruszą one dopiero po wakacjach. Inna kwestia, że mnie, osobie o poglądach wolnościowych, a zarazem młodemu adeptowi sztuki planowania i zarządzania miastem, jest niezmiernie ciężko ugryźć problem przebudowy ul. Focha tak, by pogodzić wszystkich użytkowników (a więc podatników!) transportu dowolnego rodzaju, włączając to pieszych i by zarazem nikt nie czuł się dyskryminowany. Pozwolę sobie na pominięcie wstępu przedstawiającego propozycję drogowców oraz uwagi kolegów – internautów publikowane m.in. tutaj i od razu się do nich odnieść.

Zacznę od tego, że postulaty społeczne dotyczące przebudowy ul. Focha są zgodne nie tylko z panującymi na zachodzie i w Polsce trendami dotyczącymi uspokajania ruchu w strefach śródmiejskich, ale i z tym, co jest aprobowane także przez polskie środowisko akademickie skupione wokół badań nad m.in. procesami rewitalizacji czy przestrzennymi aspektami socjologicznymi. Miasto XXI wieku z pewnością nie jest już miastem „samochodocentrycznym” – pierwszeństwo w nim ma pieszy, a przynajmniej tam, gdzie piesi mają stanowić większość, bo pokrywa się to z interesem tego miasta. Moim zdaniem to słuszne, bo każdy z nas jest pieszym. Nie każdy ma prawo jazdy, nie każdy jeździ na rowerze, ale podstawowym środkiem lokomocji człowieka są jego nogi, czego świadomy jest z resztą każdy biegacz. Tereny zabudowane projektowane są tak, by to pieszemu było wygodnie i bezpiecznie, a pod wpływem tej wygody i bezpieczeństwa zechciał wyjść z domu i zostawić pieniądze np. na starówce.

Dlatego też, jak nie jestem całkowicie za pomysłem pozbawienia kierowców jednego pasa ruchu, o czym za chwilę, tak oburza mnie propozycja wpuszczenia pieszych pod ziemię przejściem podziemnym w sąsiedztwie skrzyżowania Focha z Gdańską. „Dlaczego coś, co było dobrym pomysłem kilkanaście lat temu, teraz już takie dobre nie jest?”. No nie wiem, może dlatego, że nie żyjemy już w erze urbanistycznego modernizmu i kultu autostrad przez zabytkowe Śródmieście? A może dlatego, że przejazd kierowcy w takim tunelu pod skrzyżowaniem trwałby sekundę, a pieszy pewnie musiałby po drodze pokonać dwukrotnie schody? A może właśnie z przyczyn na które mądrze powołuje się dyrektorka MPU, czyli gęstej sieci łączy dodając do tego jeszcze zabieranie przestrzeni (i koszty utrzymania!) przez rampy, nie rampy, wiaty, WINDY (jak w przypadku propozycji kładek nad Grunwaldzką) i inne cuda – wianki towarzyszące nowoczesnym przejściom podziemnym? Wiem, nie ma głupich pytań. Ale jedno takie wyprzedzę: NIE, KŁADKA TEŻ NIE JEST ROZWIĄZANIEM.

Niestety w tej chwili nie widzę też wyjścia w uspokojeniu ruchu na ul. Focha. Powód? Brak alternatywy przejazdu w razie realizacji tego pomysłu. Bydgoszczy potrzebna jest rama komunikacyjna okalająca Śródmieście. O zapotrzebowaniu na nią dowodzi kiepska przejezdność w godzinach szczytu na trasie W – Z i właściwie brak symetrycznego odpowiednika po południowej stronie. Moim zdaniem należy przede wszystkim zacząć od tej alternatywy. Pewnym zalążkiem będzie poszerzenie Grunwaldzkiej i przebudowa Węzła Zachodniego czy też poszerzenie Kamiennej. Wiele może też zmienić budowa pełnej obwodnicy miasta, której część północno – zachodnia ma pojawić się najwcześniej za 5 lat

Reasumując: jestem za uspokojeniem ruchu na Focha, za przystankiem wiedeńskim, za zielonym torowiskiem (zawsze i wszędzie!), niech tam nawet za kilkadziesiąt lat będzie deptak ze straganami i DDR szeroką na 10 m, ale dopiero po tym, jak przygotujemy kierowcom alternatywę.

Monika Brodziak