Mierny samorząd na półrocze

DSC00339Gdy poznaliśmy wyniki wyborów samorządowych z dużą nadzieją patrzałem na skład nowej Rady Miasta Bydgoszczy. Z jednej strony szanse widziałem w odmłodzeniu jej składu oraz w zwiększeniu siły opozycji, która odgrywa w demokracji przecież ważną rolę. Po pół roku funkcjonowania tego gremium mogę odczuwać zawiedzenie, gdyż mamy do czynienia z jedną z gorszych rad w historii naszego królewskiego miasta.

Ostatnie dni to zamieszanie wokół absolutorium na Komisji Rewizyjnej. Odzwierciedlało ono jednak doskonale stosunek prezydenta do Rady Miasta, który jawnie prowadzi do deprecjonowania roli tego ciała samorządowego. Prezydent radnych traktuje bardziej przedmiotowo niż podmiotowo. Oczekuje od radnych głosowania po swojej myśli, ale nie specjalnie chce słuchać opinii radnych. Dobrym zwyczajem byłoby zatem, aby prezydent na Komisji Rewizyjnej, wydającej najważniejszą dla niego opinie w roku, po prostu się pojawił i odpowiedział na pytania radnych. Warto tutaj wrócić jednak też do sprawy głosowania nad tzw. biletem nowego pasażera, czyli specjalną promocją dla niektórych mieszkańców na bilet miesięczny. Ratusz informował mieszkańców o wprowadzeniu tej promocji, za nim zaakceptowała to Rada Miasta Bydgoszczy. Taka zmiana kolejności w rezultacie pokazała, że rolą radnych jest przegłosowywanie oczekiwań prezydenta.

Należy tutaj jednak wyraźnie podkreślić, że prezydent postępuje tak jak mu sami radni pozwolą. Koalicja PO – SLD Lewica Razem (po za pewnymi wyjątkami) zaakceptowała już swoją nieco poddańczą rolę wobec prezydenta, gdzie nie powinno się mieć nawet własnego zdania. Stąd też wielkim grzechem byłoby porównywać dzisiejszych radnych z samorządowcami z okresu II Rzeczypospolitej, gdyż w ten sposób byśmy obrazili przewodniczącego Rady Miasta Bydgoszczy dr Jana Biziela. Nawiązuje do tamtego okresu, gdyż wówczas Bydgoszcz stawała naprzeciw groźby marginalizacji. Dzięki zaciętości radnych z tamtego okresu powoli stawaliśmy się silnym ośrodkiem gospodarczym i głównym zapleczem dla portu w Gdyni. Dzisiaj zagrożenia są podobne, ale gdy podejmowana jest przez radnego Szopińskiego z SLD dyskusja o nieprzygotowaniu miasta do pozyskania środków unijnych, to od razu oburzają się jego klubowi koledzy, bo poruszanie tego tematu denerwuje prezydenta.

Powyższych zarzutów nie mogę kierować w kierunku opozycji. Niestety radni po tej stronie są mało skuteczni, na dodatek mamy wielu radnych z przypadku jak chociażby Krystiana Frelichowskiego, który mandat uzyskał dzięki wsparciu posła Tomasza Latosa, który na wiecach mówi o potrzebie walki o Polskę, a sam głosuje – zapewne z powodu nieprzygotowania merytorycznego – za interesem dużych marketów, co jak wiemy uderza w mały handel.

PiS ma przewodniczących trzech komisji. O Komisji Samorządności i Statutowo Organizacyjnej radnego Schreibera nic złego nie mogę powiedzieć, trzymam nawet kciuki, że uda się przeprowadzić ambitną inicjatywę reformy samorządów osiedlowych. Niestety już Komisja Gospodarki Komunalnej i Ochrony Środowiska radnego Piaseckiego przypomina bardziej towarzystwo turystyczne, od gremium mającego zajmować się funkcjonowaniem spółek komunalnych. Komisja ma bowiem czas na zwiedzanie spalarni śmieci w Dani, odbywanie regularnych posiedzeń wyjazdowych, polegających na zwiedzeniu miejskich spółek. Bym tę chęć częstego spotykania się radnych nawet pochwalił, gdyby komisja miała też czas na poważne problemy. Mamy obecnie spór pomiędzy wodociągami i gminą Solec Kujawski, o którym pisałem wielokrotnie, ze strony komisji nie podjęto jednak żadnych prób mediacji. W rezultacie spór trafił do sądu i mieszkańcom przyjdzie zapłacisz za koszty sądowe, radni natomiast są mocno nie w temacie.

Zauważyć można, że wśród radnych panuje przekonanie, że wykonywanie mandatu opiera się głównie na prezentowaniu się na festynach osiedlowych i wręczaniu na nich pucharów.

Łukasz Religa