Jak uczelnie nie potrafią to niech zastąpią je think tanki

DSC06943Dialog pomiędzy obozem prezydenta Rafała Bruskiego a opozycją toczy się tak naprawdę o sprawy bardziej przyziemne – czy to uliczki osiedlowe, czy spór o własność budynku w którym mieści się dyskoteka Savoy. Nie rozmawiamy jednak o fundamentalnych rzeczach dotyczących wizji rozwoju Bydgoszczy. Doskonałym przykładem tego niech będzie postrzeganie w Polsce i w Europie kwestii metropolii bydgosko-toruńskiej – niby nasi politycy tego nie chcą, ale poza czytelnikami lokalnych mediów tego nikt nie widzi.

Postrzeganie naszej metropolitarności na zewnątrz to na pewno wielki sukces polityczny Torunia. Nasz sąsiad może liczyć na duże wsparcie Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, gdyż ta uczelnia lojalnie wspiera dążenia polityczne swojego miasta. Niestety czegoś takiego nie możemy już powiedzieć o Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego, który jak można zaobserwować kompletnie nie widzi potrzeby wspierania społeczności lokalnej. Już nie mówiąc o tym, że uczelnia ta po ostatnich wyborach samorządowych kojarzyć się może ze zmanipulowanymi sondażami, które wypuszczano na potrzeby kampanii wyborczej jednego z kandydatów, po którego stronie jawnie stanęła część kadry naukowej.

Na chwilę obecną mało kto chyba wieży, że UKW będzie jeszcze wstanie tworzyć i rozwijać wizję rozwoju Bydgoszczy, uwzględniając przy tym potencjał i pozycję Bydgoszczy. Po ruchach rektora, w kierunku konsolidacji z UMK, spodziewać się można raczej działań nie pomagających miastu, lecz nawet mu szkodzących.

Taka sytuacja na pewno osłabia siłę polityczną Bydgoszczy. Ważne jest jednak wypełnienie tej luki i tutaj za dużą szansę widzę rozwój think tanków, czyli myślących ponad partyjnie o rozwoju Bydgoszczy ośrodków myśli. W Stanach Zjednoczonych think tanki mają dość silną pozycję, środowiska prawicowe traktują je jako główną kuźnię amerykańskich elit. Wchodzą one zatem tam w wielu kwestiach na pozycję uczelni wyższych. Uczelnie mają duży problem z tym, że boją się konfrontacji z potrzebami gospodarki – co zauważa ekonomista, chyba najwybitniejszy w Europie Środkowej polityk ostatniego okresu, były prezydent Czech Vaclav Klaus – że intelektualiści boją się oceny ze strony rynku, gdyż ta może się dla nich okazać znacznie niższa, niż ich wzajemna ocena w środowisku.

Dochodzi też kwestia finansowania badań, gdzie jednym z głównych fundatorów w województwie jest realizujący toruńską politykę Urząd Marszałkowski. Profesor Grzegorz Kołodko, który jest przecież ceniony właściwie na całym świecie, stwierdza, że w dzisiejszej rzeczywistości można kupić badania udowadniające każdą tezę.

Ważnym wydarzeniem dla Bydgoszczy było utworzenie w roku 2009 Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska, które było na dobrej drodze, aby się takim opiniotwórczym think tankiem stać. Idea ta przyciągnęła kilku naukowców i samorządowców, osoby współpracujące niegdyś z śp. Andrzejem Szwalbe. Później jednak to wszystko zeszło z toru, odsunięto wiele wartościowych osób, niepotrzebne były też umizgi do niektórych polityków. Ostatnio Metropolia widocznie zmierza w kierunku tzw. ruchów miejskich schodząc przy tym na tematykę drugorzędną. Dla sensu bytu tej organizacji być może jest to dobra droga, ale na pewno nie jest to ten think tank, do którego dążono w roku 2009.

Uważam, że ważną rolę odgrywa dzisiaj Ruch Obywatelski Lepsza Bydgoszcz, który przyszło mi inicjować. Muszę jednak zauważyć, że patrząc na aspirację Bydgoszczy wciąż jest to zbyt mało.

Kolejna kwestia to sposób finansowania tego typu organizacji. Wsparcie ratusza mogłoby pomóc w działalności, ale z drugiej strony mogłoby uzależniać od prezydenta. Niebezpieczne wydaje się też zjawisko finansowania NGO z funduszy zagranicznych, co zauważa na łamach Nowej Konfederacji Piotr Trudnowski. Opisuje on sytuację, gdy polskie organizacje zajmujące się dokarmianiem bezdomnych, nagle zaczęły krytykować politykę premiera Węgier Victora Orbana, choć przecież działalnością polityczną się nie zajmują. Wymuszono na polskich beneficjentach działania, aby walczyć o interes dotowanych z zewnątrz NGO w obcym kraju. To pokazuje, że przy finansowaniu z zewnątrz nigdy nie można liczyć na pełną lojalność wobec Polski i Bydgoszczy. Najlepszym zatem rozwiązaniem wydaje się, co zresztą wyraźnie podkreśla w swoim tekście Trudnowski, uzależnienie think tanków od składek swoich członków i oddolnych darczyńców, w naszym wypadku osób, którym los Bydgoszczy jest bliski.

Być może znajdą się też samorządowcy emeryci, którzy zechcieliby ufundować funkcjonowanie fundacji lub innej formy organizacyjnej instytutu politycznego, który zajmowałby się w głównej mierze problematyką Ziemi Bydgoskiej.

Na koniec chciałbym jasno podkreślić, że jako bydgoszczanie posiadamy dorobek polityczny naszych poprzedników, który niestety wręcz został wykorzystany. Nie bez przyczyny nawiązałem kilka zdań wcześniej do postaci śp. Andrzeja Szwalbe – kojarzy nam się on głównie z kulturą, bardzo się jednak cieszę z tego, że mogłem w swoich publikacjach przypomnieć jego koncepcje dotyczące reformy samorządowej i powstania województwa kujawsko-krajeńskiego, w skład którego wchodziłoby miasto Piła. Szwalbe zauważał bowiem widział powiązania funkcjonalne, które w dużym stopniu nadal występują. Dodam też, że ponad 15 lat temu Andrzej Szwalbe przewidywał wejście na model rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjny, czyli w oparciu o tzw. metropolie.

Łukasz Religa