Na ile prowadzone w Bydgoszczy konsultacje społeczne można uznać za takowe?

DSC00339Była mniej więcej godzina 18:00, na sali sesyjnej poza radnymi właściwie pustki, prawie wszyscy dziennikarze również opuścili to miejsce. Za sprawą radnej Grażyny Szabelskiej rozpoczęła się dość gorąca dyskusja na temat rzetelności przeprowadzanych w mieście konsultacji społecznych. Bywało momentami bardzo gorąco, ale dyskusja ta była niezwykle potrzebna, jeżeli faktycznie zależy nam na społeczeństwie obywatelskim z prawdziwego zdarzenia.

Radna Grażyna Szabelska poruszyła problematykę konsultacji społecznych nad rewitalizacją Starego Rynku. Wskazywała, że organizowane bezpośrednio przez Zarząd Dróg Miejskich i Komunikacji Społecznej konsultacje odbyły się z naruszeniem uchwały Rady Miasta z 2007 roku, o zasadach przeprowadzania konsultacji społecznych. Główne zarzuty radnej to zbyt krótki czas prowadzenia konsultacji – 14 dni (później prezydent zdecydował się je o tydzień wydłużyć), gdy uchwała mówi o przynajmniej 30 dniach (na dodatek w okresie urlopowym), nie zwołanie ich wymaganą uchwałą Rady Miasta.

Odejdźmy jednak od tematyki Starego Rynku, bowiem nieprzestrzeganie uchwały o konsultacjach, czyli naszego lokalnego prawa ustalającego reguły konsultacji, jest nagminne. Cofnijmy się o rok, wtedy mieliśmy przeprowadzone w podobnym trybie, tym razem w okresie, gdy opinia publiczna żyła parlamentarną kampanią wyborczą, konsultacje na temat wręcz rewolucyjnych zmian w funkcjonowaniu komunikacji publicznej. Konsultacje były bardzo krótkie i wówczas również nie uwzględniono wielu uwag.

Wróćmy teraz do Starego Rynku. Do ZDMiKP wpłynęło zaledwie 160 wniosków, patrząc na fakt, że Bydgoszcz zamieszkuje 360 tys. mieszkańców, jest to zaledwie malutki promil. Trudno uznać je zatem za miarodajne.

Wszystkie konsultacje prowadzone od 2010 roku były nielegalne. Jest uchwała Rady Miasta z 2007 roku. Jedne konsultacje, w sprawie wyznaczenia Bydgoskiego Obszaru Funkcjonalnego, przeprowadzono tylko w oparciu o tę uchwałę – wiceprzewodniczący Rady Miasta Bydgoszczy, Jan Szopiński.

Podczas dyskusji na sesji Rady Miasta część radnych podnosiła, że przeprowadzane przez ZDMiKP konsultacje nie naruszały prawa. I właściwie taka była linia obrony postępowania prezydenta Bydgoszczy, za którego zgodą to się odbywało. Z punktu widzenia prawnego trudno tę wersję obalić, jednakże uśmiercając uchwałę z 2007 roku działamy ze szkodą dla społeczeństwa obywatelskiego w Bydgoszczy. Taka uchwała o zasadach konsultacji (nie martwa, ale będąca żywa w obrocie prawnym) jest właśnie potrzebna do tego, aby ustalić reguły współdziałania samorządu z obywatelami.

Jesienią ubiegłego roku Komisja Rewizyjna Rady Miasta Bydgoszczy wyraziła dezaprobatę faktem lekceważenia uchwały o konsultacjach i zaapelowała do prezydenta Rafała Bruskiego o przestrzeganie tej uchwały w przyszłości. Niezadowolenie radnej Szabelskiej, w związku z konsultacjami dotyczącymi rewitalizacji Starego Rynku, wskazują tylko, że ten apel Komisji Rewizyjnej pozostał bez echa. Trudno nie zauważyć w tym miejscu pewnego lekceważącego podejścia prezydenta do Rady Miasta.

Bez większego szacunku prezydenta wobec radnych, trudno będzie zbudować właściwe relacje w bydgoskim samorządzie, których jednym z kluczowych elementów powinny być rzetelne konsultacje społeczne.

Druga sprawa to fakt, iż uchwała z 2007 roku, trochę mogła się zdezaktualizować i należałoby ją, po wcześniejszych konsultacjach, również z organizacjami pozarządowymi znowelizować, o co wnosi już od pewnego czasu wiceprzewodniczący Rady Miasta Jan Szopiński.

Łukasz Religa