Interes Bydgoszczy ceną za jedność w Platformie Obywatelskiej

Fot: PortalKujawski.pl

Fot: PortalKujawski.pl

W kwietniu w lokalnych mediach zrobiło się głośno o konflikcie w kujawsko-pomorskiej Platformie Obywatelskiej, który groził nawet rozpadem partii. Wówczas interweniował osobiście Grzegorz Schetyna, który przyjechał do Bydgoszczy i zapowiedział powołanie zespołu mającego naprawić relacje bydgoskiego ratusza z Urzędem Marszałkowskim w Toruniu. Wizerunkowo to się udało, ale niekoniecznie pomogło to interesowi Bydgoszczy.

Zanim przejdę do tematu sporu bydgosko-toruńskie w PO, uważam za konieczne przytoczenie wpływów regionalnych struktur we władzach centralnych partii. W rządzie Ewy Kopacz Bydgoszcz miała dwóch ministrów (Teresę Piotrowską i Pawła Olszewskiego), zaś toruńscy działacze nie mieli za dużo do powiedzenia. Świadczy o tym chociażby głosowanie nad ustawą o związkach metropolitalnych, gdy przedstawiciele rządu jednoznacznie opowiedzieli się przeciwko toruńskiej poprawce. Po wyborach doszło jednak do dość dużych zmian. Podczas wewnętrznych wyborów dość mocno Grzegorza Schetynę wsparł toruński poseł Tomasz Lenz i inowrocławski parlamentarzysta Krzysztof Brejza (wybrany z okręgu bydgoskiego, ale faktycznie politycznie bliżej mu do toruńskiej PO). Praktycznie są to dzisiaj dwaj najbardziej wpływowi posłowie PO z województwa kujawsko-pomorskiego. Bydgoscy działacze bardziej przekonani byli do innego kandydata na szefa partii – Tomasza Siemoniaka.

Głosowanie w sprawie Uniwersytetu Medycznego

Pierwszy raz spór związany z nową rzeczywistością w PO był widoczny publicznie podczas pierwszego czytania obywatelskiego projektu ustawy w sprawie utworzenia Uniwersytetu Medycznego w Bydgoszczy. Pierwotnie klub PO reprezentować miał były minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, który miał wyrazić stanowisko neutralne. Decyzją Grzegorza Schetyny na mównicę wszedł jednak Lenz z Torunia, który otwarcie skrytykował bydgoską inicjatywę. Oburzyło to bardzo bydgoskich działaczy PO, radna wojewódzka Dorota Jakuta zapowiedziała nawet odejście z partii. Wówczas do akcji wkroczył Schetyna, który 9 kwietnia przyjechał do Bydgoszczy.

Jak opisywała wówczas sprzyjająca PO Gazeta Wyborcza:

Schetyna, który przyjechał w sobotę po południu będzie namawiał Jakutę do zmiany decyzji – to jeden z efektów jego wizyty.

W spotkaniu w biurze poselskim Teresy Piotrowskiej brał udział także marszałek Piotr Całbecki oraz politycy PO z obu miast.

Po nim powiadomiono, że powołany zostanie specjalny zespół w Platformie ds. relacji bydgosko-toruńskich. Zajmie się monitorowaniem stosunków pomiędzy Urzędem Marszałkowskim a miastem Bydgoszcz, szczególnie chodzi o podział środków unijnych.

Co przyniósł zespół Bydgoszczy?

Później już o tym zespole tak naprawdę nie usłyszeliśmy. Spróbujmy poszukać jednak jego owoców. Zarzuty bydgoskich polityków PO wobec Urzędu Marszałkowskiego, które wypowiadane były przez ostatnie lata, dotyczyły głównie niesprawiedliwego podziału funduszy unijnych. Gdy w Bydgoszczy gościł przewodniczący Schetyna, nie były jeszcze uruchomione fundusze unijne z perspektywy 2014-2020, za to Bydgoszcz mogła mieć obawy, że będzie w nowej perspektywie poszkodowana. Znany był bowiem projekt planu spójności komunikacyjnej, który marginalizował inwestycje drogowe i kolejowe w północno-zachodniej części województwa. Właściwie w podobnej formie dokument ten został przyjęty w październiku przez Komisję Europejską. W praktyce zatem inwestycje kolejowe będą z Regionalnego Programu Operacyjnego realizowane głównie w rejonie pomiędzy Grudziądzem i Toruniem. Jeżeli zaś chodzi o inwestycje drogowe, niezbyt wysoko ocenione zostały drogi wojewódzkie łączące Bydgoszcz z planowaną drogą ekspresową S-5. Nawet doradca prezydenta Rafała Bruskiego kilka dni temu stwierdził, że jest to niesprawiedliwość. Problem jednak w tym, że wewnętrzny zespół Platformy Obywatelskiej w tej materii nic nie dał.

Drugim tematem konfliktowym w ostatnich miesiącach były tzw. plany krajobrazu chronionego. Sejmik Województwa głosami również Platformy Obywatelskiej przyjął dokumenty z punktu widzenia władz Bydgoszczy jako niekorzystne. Utrudniają one bardzo mocno rozbudowę dzielnic Smukała i Opławiec położonych nad Brdą. Miasto Bydgoszcz o ich unieważnienie toczyć musi batalię przed sądami administracyjnymi.

Łukasz Religa