Po I Kongresie Polsko-Węgierskim w Bydgoszczy

15086916_1309572182420657_1232805281_nW niedzielę 20 listopada w Bydgoszczy gościła delegacja węgierska z posłem Adamem Mirkóćzki na czele. Tego dnia nasze stowarzyszenie Dwie Korony zorganizowało w Sali Malinowej Hotelu pod Orłem I Kongres Polsko-Węgierskim w ramach Roku Solidarności.

Kongres otworzył prezes Dwóch Koron Tomasz Szopiński, który przypomniał związki Ziemi Bydgoskiej z Węgrami już w średniowieczu – Chciałbym tutaj przypomnieć o Sędziwoju Pałuka, który sprowadził do Polski Jadwigę Andegaweńską, naszą przyszłą królową. Dlatego na ziemi kujawskiej jesteśmy ściśle związani już od XIV wieku z narodem węgierskim.

Pierwszym prelegentem był bydgoski radny dr Stefan Pastuszewski, który mówił o reakcji bydgoszczan na informację o krwawym stłumieniu powstania w Budapeszcie przez sowieckiej czołgi:

W Polsce jak śledzimy reakcję bydgoszczan na rewolucję węgierską, to odzew jest inteligencji głównie.

Bydgoszczanie przede wszystkim oddawali krew, ale również zbierane były dary i pieniądze na pomoc poszkodowanemu narodowi węgierskiemu. Miejscem, gdzie gromadzone były dary dla Węgrów był budynek dzisiejszego Muzeum Okręgowego przy ulicy Gdańskiej.

Pastuszewski poświęcił również dużo uwagi relacjonowaniu wydarzeń z Budapesztu przez bydgoskie media. Po wydarzeniach Poznańskiego Czerwca 1956 i śmierci Józefa Stalina doszło w Polsce do krótkotrwałej odwilży i pozornego przejścia polskich władz na politykę demokratyzacji – W bydgoskich mediach były dwa miesiące swobody. Ci dziennikarze partyjni ze Stanisławem Mendelskim zaczęli pisać może i prawdę, ale z cały czas z tą służbą partyjną. Byli to bowiem cały czas dziennikarz partyjni – powiedział Pastuszewski- Ci dziennikarze mieli przeświadczenie, że Polska musi być socjalistyczna i że musi pozostawać w sojuszu ze Związkiem Radzieckim. I mieli duży problem z tym Powstaniem w Budapeszcie, które z jednej strony chcieli relacjonować w sposób bardzo wiarygodny, nawet wysłali specjalnego wysłannika. Gazeta Pomorska w połowie listopada wysłała redaktora Bogusława Reicharta do Budapesztu, po to, aby relacjonował sytuację w Budapeszcie.

Doktor Pastuszewski przytoczył również nagłówki artykułów – Jeżeli 23 października ma miejsce wiec w Budapeszcie, już 24 października w Gazecie Pomorskiej ukazuje się artykuł mający nadtytuł ,,Za demokratyzacją”, a główny tytuł był ,,Potężna manifestacja przyjaźni węgiersko-polskiej”. 25 października ukazuje się artykuł pt. ,,Wypadki w Budapeszcie”. Już wtedy pojawia się takie pojęcie, że doszło do poważny zaburzeń spowodowanych przez elementy kontrrewolucyjne.

Z wypowiedzi Pastuszewskiego wynika zatem, iż bydgoscy dziennikarze nie pochwalali w pełni dążeń narodu węgierskiego, który chciał uniezależnić się politycznie od Moskwy i wyjść z Układu Warszawskiego. Zupełnie inne było nastawienie społeczeństwa, o czym świadczą późniejsze wydarzenia Bydgoskiego Listopada 1956, gdy przed spaleniem zagłuszarki na Wzgórzu Dąbrowskiego, tłum wznosił okrzyki poparcia dla narodu Węgierskiego. Listopad pokazał również, iż odwilż polityczna związana z dojściem Gomułki do władzy była iluzją – gdyż przekaz od partii był następujący – przykładnie ukarać uczestników bydgoskich wydarzeń.

Długo się zastanawiałem jakimi słowami rozpocząć swoją wypowiedź. Jedyną rzeczą jaką mogę powiedzieć – to świat nie widział dwóch takich narodów, które w taki sposób, dzięki takiej boskiej przyjaźni, walcząc przez dwie wojny światowe w dwóch wrogich obozach, praktycznie przeciwko sobie, byłyby wstanie wykazać się taką przyjaźnią i takimi działaniami z jakimi mieliśmy do czynienia – mówił węgierski poseł Adam Mirkóczki.

To co wydarzyło się w tej całej z jednej strony tragicznej, z drugiej strony dumnej węgierskiej historii, to możemy powiedzieć, że za pomocą Polaków Węgrzy wbili pierwszy ten gwóźdź do trumny Związku Radzieckiego. Tak wiele krwi, tak wielu ofiar, zobowiązuje nas do tego, żeby tą pamięć wszystkich naszych dumnych przodków pielęgnować i przypominać pokoleniom. Mam świadomość jednak w tym, że Węgrzy nie są jeszcze na tym poziomie jak Polacy. Mówię to dlatego, ponieważ 60 lat po tych wydarzeniach wciąż nie odbyła się na Węgrzech lustracja, wciąż nie zostały ujawnione nazwiska komunistycznych zbrodniarzy, wciąż w życiu publicznym uczestniczą osoby, które były sprawcami tych wszystkich zbrodni – poseł Adam Mirkóczki.

Wyjątkowość przyjaźni polsko-węgierskiej kontynuował inny z prelegentów ks. Roman Kneblewski:

– Polska i Węgry wołały o wolność. Stąd takie szczególne wołanie wolności u naszych narodów? Pan poseł wspomniał, że nie ma na świecie dwóch takich narodów, które łączyłyby takie więzy braterskie i braterska miłość. Zawsze Polacy, szlachta polska była przekonana, że wywodzimy się z Sarmatów, z ludu takiego wojowniczego. Rzymianom dali baty niejednokrotnie, to też Rzymianie opiewali ich męstwo, zapisali się chlubnie na kartach. Okazuje się, że faktycznie jesteśmy spokrewnieni z tamtymi Sarmatami (…) My Sarmaci mamy husarskie geny, co się sprawdziło w Bitwie o Anglię. Tam jeden z dowódców brytyjskich nie mógł tego pojąć, jak to możliwe, że Polacy tyle samolotów strącają, a Brytyjczykom to się nie udaje. Poleciał, aby na własne oczy zobaczyć, co się okazało, Anglicy podlatywali najwyżej na odległość 400 metrów, a Polacy 100 metrów, to była dla nich po prostu szarża. Nasi bracia Węgrzy mają w genach coś podobnego, taką kawaleryjska iście szarżę. Też lubią szarżować.


– Moim pierwszym zadaniem będzie jak wrócę do siebie na Węgry, a potem do parlamentu, opowiedzieć wszystko to czego tutaj się nauczyłem. Przyjeżdżając tutaj myślałem, że wiem bardzo wiele o przyjaźni polsko-węgierskiej, natomiast tutaj doświadczyłem tego, jak jest wiele rzeczy, o których wcześniej nie słyszałem. Jak w tym mieście żyjący tutaj ludzie wykazywali się przyjaźnią polsko-węgierską. Jak wrócę będzie dla mnie najważniejszą rzeczą, aby o tym wszystkim opowiedzieć – zadeklarował poseł Adam Mirkóczki.


Stowarzyszenie Dwie Korony

materiały filmowe: Portal Kujawski