Bydgoszczan do komunikacji miejskiej komunitaryzmem nie przekonamy

Fot: Bartosz Bieliński

Fot: Bartosz Bieliński

Za nami Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu – inicjatywy mającej za jeden z podstawowych celów promowanie szeroko pojętego transportu zbiorowego. Dzisiaj nie jest to może dla nas problematyka podstawowa, to jednak większość decydentów zdaje sobie sprawę, że w przyszłości możemy stanąć przed wyzwaniem rozładowania korków, które spodziewać możemy się, że będą narastać. Stąd też już dzisiaj musimy się zastanawiać jak zwiększać udział transportu publicznego w codziennych podróżach, a przy tym zmniejszać indywidualnego.

Nie będę prowadził rozważań czysto teoretycznych, bowiem wystarczy się bliżej przyjrzeć funkcjonowaniu bydgoskiego samorządu, aby zauważyć, że te zagadnienia są podejmowane od strony praktycznej. Weźmy bowiem chociażby kwestię parkowania w centrum miasta – najpierw opór, aby znieść płatne parkowanie w soboty, a później zlikwidowanie abonamentów ogólnodostępnych, które uderzyły w kierowców. Powyższe działania miały przynieść dwa cele – zwiększyć rotacyjność miejsc parkingowych oraz zachęcić do korzystania z komunikacji miejskiej, poprzez zniechęcanie do transportu indywidualnego.

Podnoszony przy dyskusji o likwidacji abonamentów argument konieczności zwiększenia udziału w komunikacji miejskiej w codziennych dojazdach, miał w mojej opinii dość widoczne cechy charakterystyczne ideologii komunitaryzmu, w definicji używanej w swoich publikacjach przez ekonomistę, byłego prezydenta Republiki Czeskiej Vaclava Klausa – Komunitaryzm chce zmieniać istoty ludzie – pisał.- Jego zwolennicy (komunitaryzmu) uważają, że zostali wybrani do tego aby radzić, moralizować, wiedzieć lepiej niż ,,normalni” ludzie co dla nich dobre, a co złe, co mają robić, co jest dla nich korzystne (cytat z książki: ,,Gdzie zaczyna się jutro”). Decydenci zatem utrudniając parkowanie w ścisłym centrum, liczą na efekt, w postaci przesiadki części kierowców, do autobusów i tramwajów.

Lepszym przykładem praktycznym komunitaryzmu będzie już dyskusja jaka od czasu do czasu się toczy nad Brdą w sprawie słabej sieci dystrybucji biletów. Są osiedla, gdzie nabycie biletu bywa przez cały dzień lub w pewnych porach trudne. Kierowcy za dnia zaś nie mają obowiązku ich sprzedaży; od pasażera wymaga się posiadania ważnego biletu, ale to jest jego problemem czy będzie miał go gdzie kupić. Przy takiej dyskusji zawsze pada argument, że w Bydgoszczy są stosunkowo tanie bilety sieciowe. Jak się przeanalizuje to wszystko, to można odnieść wrażenie, że tego oczekują właśnie decydenci – mamy kupować sieciówki, przez co problem braku miejsc parkingowych będzie można marginalizować. Jest to typowo myślenie ideologiczne oparte o komunitaryzm. Nawiąże jeszcze do oczekiwań części społeczników, aby zrównać ceny biletów jednorazowych z godzinnymi, aby w ten sposób pasażerom zrekompensować koszty, jakie może generować zmiana siatki połączeń, w większym stopniu oparta o przesiadki. Tutaj też często można usłyszeć – lepiej kupujcie sieciówki.

Zauważalną cechą komunitaryzmu jest ograniczanie w pewnym sensie wolności jednostki, może nie w sposób dosłowny lub kojarzący się z systemem totalitarnym, to jednak na przykładzie komunitaryzmu komunikacyjnego można zauważyć, że nasze decyzje jak zakup biletu miesięcznego czy jednorazowego, próbują wcześniej kreować decydenci. Wróćmy jednak do samej istotny rozważań nawiązujących do Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu, bowiem lekko wszedłem już na refleksje wolnościowe. Obecnie stosowana polityka przez bydgoskich decydentów póki co odnosi klęski, bowiem użytkownicy samochodów osobowych jakoś specjalnie do autobusów się nie przenoszą. Kluczowa będzie diagnoza dlaczego tak jest? Czy pójdziemy w kierunku dalszego utrudniania życia kierowcom samochodów osobowych, czy może zaczniemy sprawdzać czy komunikacja miejska w ogóle dla tej grupy jest atrakcyjna. Dobrze byłoby, aby decydenci miejscy zaczęli zwracać uwagę na kwestię podnoszone przez stronę społeczną, jak chociażby wymienione już w tych rozważaniach problemy – trudności z nabywaniem biletów czy obniżenia cen biletów czasowych. W ostatnim czasie przy okazji Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu słyszałem również kilka opinii o potrzebie poprawy siatki połączeń. Żeby jednak to wszystko potraktować poważnie, trzeba najpierw odejść od ideologii komunitaryzmu. W mojej opinii w pierwszej kolejności komunikacja miejska musi stać się bardziej atrakcyjna, dopiero wówczas ma szansę odgrywać większą rolę w lokalnym systemie transportowym. Tą też refleksję pozwalam sobie wyrazić z okazji zakończonego Europejskiego Tygodnia Zrównoważonego Transportu.

Łukasz Religa