Bydgoszcz nie ma mediów

DSC05903Jak spojrzymy na lokalny rynek medialny to zauważymy, że przez ostatnie lata (szczególnie w internecie) przybyło tytułów, ale czy ta ilość przekłada się na jakieś korzyści społeczne? Bydgoszczy nie ma już przedstawicielstwa Urzędu Marszałkowskiego, bo zostało zdegradowane do Biura Ochrony Przyrody. Zważając, że w Toruniu funkcjonuje delegatura (wyższa ranga niż przedstawicielstwo) Urzędu Wojewódzkiego, to mamy do czynienia z daleko idącą marginalizacją Bydgoszczy. Dlaczego media nie podejmują dogłębnie tego tematu?

W punkt trafił Bartłomiej Radziejewski, dyrektor Thinkzine ,,Nowej Konfederacji” – Żyjemy w kraju, w którym najlepsze uniwersytety są trzeciorzędne, think tanki zajmują się głównie lobbingiem i networtingiem, a media obróbką partyjnego spinu i kronikarstwem wypadków, na domiar złego niezmiennie znajdującego się w trudnym położeniu geopolitycznym

W publikacji poświęconej Bydgoszczy problematyki geopolitycznej poruszać nie będę, ale w tych słowach jest wiele racji. Dzisiaj największy ciężar w mediach kładziony jest na wypadki, w bydgoskim wydaniu to są również informacje o wykolejeniach tramwajów i wiele innych tematów, które pozwalają uzyskać dużą liczbę odsłon. W pogoni za nimi wiele redakcji zrezygnowało z opiniotwórczości. Sensacja zawsze się sprzedawała, jeszcze kilka lat temu były osoby wyspecjalizowane, które na CB Radiu polowali na informację o wypadkach, aby zdobyć zdjęcia. Teraz nowym łowiskiem stał się Facebook, gdzie można uzyskać zdjęcia zdarzenia bez ruszenia się sprzed komputera. Strażacy z profilu Bydgoszcz 998, zapewne nie zdają sobie sprawy, ile zawdzięczają im media.

Wróćmy jednak do kluczowego problemu niniejszej publikacji, czyli tego, że Bydgoszcz nie ma mediów, które zabiegałyby o jej interes. Jakkolwiek to nie zabrzmi, to media mają możliwość odgrywania kluczowej roli w przeciwdziałaniu niektórym formą marginalizacji Bydgoszczy, poprzez informowanie społeczeństwa o powstających problemach. Zimnym prysznicem dla bydgoskich mediów powinny być też słowa radnego Romana Jasiakiewicza, który biorąc udział w audycji lokalnej Gazety Wyborczej wyraził ubolewanie, że bydgoskie media w ogóle się posiedzeniami sejmiku nie interesują, przez co radnym z Bydgoszczy jest znacznie trudniej walczyć o korzystne rozstrzygnięcia. Nie są to zarzuty bez uzasadnienia, bowiem jak się przyjrzymy temu bliżej to zauważymy, że na sejmikach pracują głównie dziennikarze toruńskich mutacji gazet, czy z toruńskich oddziałów mediów publicznych. Ich zapatrywanie na politykę regionalną wyżej stawia toruńską rację stanu od bydgoskiej .

Wrócę teraz do przykładu z zajawki, czyli przekształcenia przedstawicielstwa w Biuro Ochrony Przyrody. Problem ten na ostatniej sesji sejmiku poruszył bydgoski radny Michał Krzemkowski. Marszałek przyjął narrację, iż dla mieszkańców to nie ma żadnego znaczenia – toruńskim mediom to wystarczyło, bydgoskie zaś na poważnie się nawet problemem nie zajęły. Siła przebicia radnego Krzemkowskiego będzie natomiast mizerna, jeżeli sprawa nie budzi większego zainteresowania w jego okręgu, jakim jest Miasto Bydgoszcz.

Tego typu przykładów można by wymienić wiele – chociażby sprawę budowy linii kolejowej do lotniska, którą marszałek Piotr Całbecki obiecał, a radny Andrzej Walkowiak stara się regularnie od niego te zapowiedzi egzekwować. Nie ma on jednak w tych działania zbyt dużego wsparcia z Bydgoszczy. W końcu tematyka powstania węzła multimodalnego – być może największym dokonaniem politycznym bydgoskich radnych wojewódzkich bieżącej kadencji było doprowadzenie do zaistnienia bydgoskiej koncepcji, gdzie przy linii kolejowej nr 201, w okolicach Bydgoskiego Park Przemysłowo-Technologicznego miałby powstać kolejowy terminal przeładunkowy. Pisałem o tej sprawie wiele razy, stąd też tym razem daruje sobie argumentowanie, dlaczego jest to dla Bydgoszczy tak niezwykle ważne. Wizja marszałka opiera się natomiast na budowie portu rzecznego na wschód od Bydgoszczy, w Solcu Kujawskim. Ileż to bydgoscy radni włożyli wysiłku, aby tą koncepcje zaprezentować przynajmniej bydgoskim mediom, a i tak cały czas pojawiają się w bydgoskich mediach publikację forsujące wizję marszałka.

Łukasz Religa