Debata budżetowa pokazała, że nasi parlamentarzyści nie potrafią współdziałać ponad podziałami

wezbyd-2Pracami w Senacie zakończyło się uchwalanie budżetu państwa na rok 2018. W toku prac nad budżetem pojawiły się poprawki związane z naszym regionem, niestety w większym stopniu można było zauważyć w tym element gry politycznej przed bydgoską opinią publiczną, niż realną troską o miasto. Kiedyś nasze elity były bardziej dojrzałe politycznie, teraz jakby stały się zdziecinniałe.

Z jednej strony mamy posłów opozycji, którzy chcieli poprzez nierealne poprawki pokazać, że ich koledzy z PiS-u boją się cokolwiek zrobić dla Bydgoszczy, z drugiej strony zaś parlamentarzyści z większości rządzącej nie potrafili zdobyć się nawet na symboliczne głosowanie za najistotniejszymi dla Bydgoszczy poprawkami. Tak wygląda bydgoski dramat parlamentarny – kiedyś w kluczowych dla miasta sprawach posłowie potrafili działać ponad podziałami, ten zwyczaj jednak w ostatnich latach zaniknął.

Posłowie opozycji składając swoje poprawki postawili na ilość, nie koniecznie już na jakość. Z tego też powodu znalazły się poprawki, które można nazwać nawet absurdalnymi. Taką poprawką był chociażby wniosek o przekazanie 40 mln zł (w roku 2018) na budowę obwodnicy Białych Błot, w sytuacji, gdy nie ma nawet opracowanego jej przebiegu. Poznamy go najszybciej pod koniec przyszłego roku, gdy samorządy w ramach zawiązanego porozumienia opracują studium STEŚ. Posłowie PO wychodząc z tą poprawką przed szereg, jedyne co osiągnęli to wprowadzili mieszkańców Białych Błot w mętlik informacyjny. Kolejna niezbyt poważna poprawka dotyczy pieniędzy na rozbudowę Filharmonii Pomorskiej, również w 2018 roku, gdy najszybciej dopiero za kilka tygodni bydgoski samorząd zmieni plan zagospodarowania przestrzennego, element niezbędny dla tej inwestycji. Posłowie chcieli również przeznaczyć w tym roku kilkadziesiąt milionów złotych na rozbudowę Opery Nova, problem w tym, że na razie samorządy; wojewódzki i miasta, nie doszły jeszcze do porozumienia w kwestii jak ta inwestycja ma wyglądać.

Zgłoszenie szeregu mniej poważnych poprawek, rozmyło nieco obraz tych istotnych. W mojej opinii najważniejszą poprawką było przekazanie kwoty 23 mln zł na rekultywacje terenów po Zachemie. W Łęgnowie mamy wielką bombę zegarową, która doprowadzić może nawet do skażenia Bałtyku. Problem znany jest od wielu lat, ale żaden rząd póki co nie kwapi się, aby go rozwiązać (świadczą o tym chociażby odpowiedzi na interpelacje udzielane przez Ministerstwo Środowiska). Już w budżecie na rok 2015 taką poprawkę chciał ująć poseł Piotr Król, wówczas przedstawiciel opozycji. Obecnie jako przedstawiciel większości rządzącej, nie miał odwagi nawet wziąć udziału w głosowaniu. Inni bydgoscy posłowie PiS tej poprawki również nie poparli. Nawet jeśli ich głosy wiele by nie zmieniły, to takie głosowanie za ważną dla Bydgoszczy sprawą miałoby wymiar symboliczny. Zaznaczyć trzeba, iż w innych regionach posłowie koalicji rządzącej byli wstanie się wyłamać przy ważnych dla nich poprawkach. Poseł Król w jednej z gazet twierdzi, że jest i tak szansa na pozyskanie inną drogą kilku milionów złotych, jest to jednak podejście bardzo minimalistyczne.

S-10

Osobnym problemem jest już kwestia budowy drogi ekspresowej S-10. Posłowie PO chcieli przeznaczyć 2 mld zł na odcinek Bydgoszcz – Toruń. Poseł Tomasz Latos z PiS-u odpowiedział na tą poprawkę, iż jest nierealna, bowiem nie ma możliwości praktycznej rozpoczęcia prac budowlanych, w czym ma oczywiście pełną rację. Swoją rację mają jednak też parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej, poseł Paweł Olszewski podkreślał, że poprawkę złożono tylko dlatego, iż dla tego odcinka drogi S-10 (właściwie całej trasy S-10), nie ma zapewnionego finansowania, w czym też ma rację. Jasno to wyartykułowało Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa w korespondencji z Radą Miasta Bydgoszczy. Posłowie PiS-u natomiast próbują bydgoskiej opinii publicznej sprawę kolorować, przyjmując trochę postawę pokerzystów. Jeżeli faktycznie znajdą się pieniądze na S-10, to będzie trzeba im przyznać pełną rację i ogłosić ich sukces, ale jeżeli coś się nie uda, będą musieli się liczyć w przyszłorocznych wyborach z dość ostrą krytyką. Tylko czy interes Bydgoszczy powinien być stawiany na szali gry w karty?

Kiedyś, gdy chodziło o kluczowe dla Bydgoszczy sprawy, potrafiono działać ponad podziałami. Elity polityczne jednym głosem słały listy w sprawie chociażby drogi ekspresowej S-5, wraz z mieszkańcami zbierano również podpisy pod petycjami. Takie działania wbrew pozorom nie muszą oznaczać atakowania rządu, ale pokazania determinacji mieszkańców dla danych spraw. Dla ministrów taka determinacja może okazać się czynnikiem determinującym przy wyborze priorytetów inwestycyjnych. Naturalnie, iż w pierwszej kolejności będzie chciał przekazać pieniądze tam, gdzie mieszkańcy faktycznie o swoją inwestycję się biją.

Z tych rozważań wysuwa się bardzo prosty wniosek – trzeba zacząć działacz za czymś, w tym wypadku za przyszłością Bydgoszczy, a nie jak dzieje się to teraz powszechnie, przeciwko komuś – przeciwko oponentowi politycznemu.

Łukasz Religa