Brdę i Kanał Bydgoski dedykujmy turystyce

Fot: Paweł Zielke

Fot: Paweł Zielke

W tym tygodniu zaprezentowaliśmy kolejną przesłankę, iż jeżeli Polska będzie chciała wywiązać się z konwencji AGN (niewywiązanie nie niesie i tak żadnych konsekwencji), to konieczna będzie zmiana przebiegu drogi wodnej E-70, która w takim wypadku ominęłaby Bydgoszcz. Czy jest czego żałować?

Odpowiedzi na tak postawione pytania mogą być podzielone, zapewne znajdą się osoby, z sentymentem do przepływających niegdyś barek przez centrum Bydgoszczy. Z drugiej jednak strony, skoro mamy jasność, że Kanał Bydgoski i Brda nie będą służyć transportowi towarów przemysłowych, to możemy jednoznacznie skupić się na zastosowaniu turystycznym.

Skupić się powinniśmy przede wszystkim na turystach zza zachodniej granicy, którzy do Bydgoszczy przypływaliby swoimi łodziami i jachtami. Raz w roku udaje się to uczynić za sprawą ,,Steru na Bydgoszcz” (w ostatnich latach może mniej spektakularnie z racji utrudniających dostęp remontów śluz), wyzwaniem teraz będzie sprawienie, aby mentalnie ,,Ster na Bydgoszcz” potrwał kilka tygodni w sezonie turystycznym.

Bydgoszcz i tak już dużo zrobiła, trzeba wskazać tutaj na rewitalizację Wyspy Młyńskiej, budowy mariny oferującej możliwość cumowania oraz noclegu. Być może niedługo powstanie też marina na Wiśle w Fordonie. Problem stwarza już infrastruktura na zachód od Bydgoszczy, a właściwie jej brak. Wodniacy z Niemiec w drodze do Bydgoszczy nie mają zbytnio się gdzie zatrzymać, stąd też istotne jest realizowanie wizji turystycznej całościowo na całej dzisiejszej drodze wodnej E-70. W maju wywiadu udzielił nam architekt Marcin Sajdak z Archigeum, który problem ten wyjaśnił – Brda może być dużym kapitałem. Myślę tutaj przede wszystkim o turystyce – jeżeli bowiem przez miasto przepływałyby setki czy tysiące łodzi z Berlina, to byliby to dla Bydgoszczy dodatkowi turyści, którzy naturalnie generowaliby ruch w centrum miasta. Dzisiaj Bydgoszcz ma marinę, która poza jedną większą imprezą w roku stoi pusta. Wydaje mi się, że główny problem tkwi w braku bazy dla wodniaków na drodze wodnej E-70.

Na szczęście niezależnie od prac nad koncepcją drogi wodnej w V klasie żeglowności, realizowana jest systematyczna rewitalizacja ,,historycznej drogi wodnej” do II klasy, która na potrzeby turystycznej powinna wystarczyć.

Z jednej strony licząc na to, że ,,historyczna droga wodna E-70” będzie rozwijała się turystycznie, że będą na zachód od Bydgoszczy powstawać mariny, musimy również zadbać o poprawienie naszej oferty. Bydgoszcz musi bowiem gości jakoś przyciągnąć. Dużą przestrzenią do zagospodarowania się wciąż rewitalizowane Młyny Rothera. Istotne jednak, aby w nich znalazła się przestrzeń, która będzie magnesem na turystów, jest to także miejsce na ciekawe ekspozycje muzealne. Również należy spróbować atrakcyjnie wykorzystać Stary Rynek – w ostatnim czasie część polityków z prawicy próbuje forsować odbudowę zachodniej pierzei w historycznym kształcie, pod cele muzealne. Ta wizja raczej nie wesprze koncepcji rozwoju turystyki wodnej, bowiem w centrum, łącznie z Młynami Rothera, mamy już bardzo duże nasycenie potencjalnej przestrzenni muzealnej. Stary Rynek jest raczej przestrzenią, na której architekci mogliby szukać bydgoskiego ,,efektu Bilbao”.

Łukasz Religa