Czy Koalicja Obywatelska skusi działaczy społecznych?

DSC06472Do rozpoczęcia kampanii wyborczej jeszcze kilka dobrych tygodni, nie oznacza to jednak, że obecnie nic się nie dzieje, co może o wynikach wyborów w jakimś stopniu zdecydować. Obserwować możemy bowiem chociażby próbę wciągnięcia na listy wyborcze Koalicji Obywatelskiej przedstawiciele organizacji społecznych, probydgoskich, ruchów miejskich. Trudno powiedzieć czy to się uda, na pewno jednak strona społeczna będzie musiała zmierzyć się z wieloma dylematami.

Koalicja Obywatelska to inicjatywa Platformy Obywatelskiej i Nowoczesnej, stąd też jest to twór o dość silnym nacechowaniu politycznym. Nie sposób będzie uciec od narracji opozycyjnej wobec rządu Prawa i Sprawiedliwości. Sami liderzy ugrupowań tworzących tą koalicję mówią wprost, że ich celem działania jest obrona samorządów przed PiS-em.

-Osobiście zapraszam wszystkich bydgoszczan, którzy chcą wpływać na losy miasta, wykorzystywać szansę które tworzy nam strona europejska i rządowa, którzy chcą decydować o swoim mieście do współpracy – powiedział w sobotę prezydent Bydgoszczy Rafał Bruski. Te słowa można zinterpretować jako zaproszenie do właśnie środowisk społecznych i probydgoskich do współpracy wyborczej.

Politycy PO w Bydgoszczy od dłuższego czasu zdają sobie sprawę, że w mandatach Radę Miasta Bydgoszczy mogą przegrać. Być może właśnie ta świadomość przekonała ich do potrzeby budowania szerszego frontu i otwarcia się na coraz aktywniejszą stronę społeczną, nie angażującą się w partyjną działalność pod żadnym szyldem. Zacytowana wypowiedź prezydenta to nie jedyny sygnał idący do organizacji społecznych, w jednym z wywiadów poseł Paweł Olszewski wprost wspomniał, że widzi wielką koalicję przeciwko PiS-owi w Bydgoszczy, z udziałem ruchów miejskich.

Prezydent Bruski na jednej z konferencji prasowych dał do zrozumienia, że społecznicy idąc do wyborów pod własnym szyldem nie mają większych szans w obecnej ordynacji. Warto przypomnieć chociażby wynik Stowarzyszenia Metropolia Bydgoska w 2014 roku. Prezydent zasugerował wówczas, że lepiej dla działaczy takiej organizacji byłoby pójście w dużym bloku.

Prezydent w tej opinii ma dużo racji jeżeli spojrzy się na sprawę pod względem pragmatycznym. Stąd też społecznicy i ruchy miejskie stają przed dużym dylematem, zyskania szansy na wejście do polityki samorządowej, w której mogliby działać znacznie bardziej skuteczniej niż obecnie, ale jednocześnie ryzykując upolitycznienie oraz stanie się przebudówką partii tworzących Koalicję Obywatelską.

Czy PiS będzie miał dla społeczników atrakcyjną ofertę?

Jeżeli udałoby się wciągnąć na listy Koalicji Obywatelskiej choć kilku działaczy, z najbardziej aktywnych organizacji społecznych, wówczas lista ta byłaby w pewnym aspekcie krok do przodu przed Prawem i Sprawiedliwością. W ostatnich miesiącach można zauważyć dość dużą zmianę nastawienia ratusza do działalności obywatelskich, powstające rady dialogu dają stronie społecznej większe odczucie bycia słuchanym, również zaplecze prezydenta stało się bardziej pomocne dla inicjatyw oddolnych. Na ile jest to realna zmiana polityki partycypacji społecznej, a na ile pozory to pokażą jednak konkretne sprawy, jak chociażby metropolitalna kolej dojazdowa. Nawet rozpoczęta przez prezydenta debata o aktualizacji Strategii Rozwoju Bydgoszczy dość mocno zdenerwowała polityków opozycji, bowiem dała obozowi prezydenta kolejne pole do działania, do aktywności na którym nie była jednak przygotowana już opozycja.

Prawo i Sprawiedliwość skupia się obecnie na spotkaniach osiedlowych z mieszkańcami. Ich formuła w mojej opinii bardziej nastawiona jest na aktywizowanie swojego elektoratu, w żaden sposób jednak PiS nie uderzył jeszcze w kierunku społeczników. Dzisiaj może być już jednak trudno to nadrobić, dlatego lepsze karty w ręku ma prezydent Rafał Bruski.

Pomnika ani o centymetr

Są oczywiście zagadnienia, niekiedy kluczowe jak Metropolitalna Kolej Miejska, gdzie strona społeczna bardziej mogła liczyć na PiS, niż tworzących Koalicję Obywatelską. Środowiska skupione wokół Prawa i Sprawiedliwości mają jednak jedną kluczową dla ruchów miejskich wadę, potworzono płaszczyzny na których rozmów z ludźmi mającymi odmienne poglądy, np. bardziej nowatorskie podejście do kwestii architektury, na zasadzie partnerskiej nie są wstanie prowadzić, bowiem wymagałoby to odejścia od pewnych dogmatów.

Przykładem tego jest kwestia zagospodarowania Starego Rynku – narracja środowisk PiS-owskich z jednej strony zakłada sprzeciw przesuwaniu Pomnika Walki i Męczeństwa nawet o centymetr (w praktyce byłoby to blokowanie planowanej rewitalizacji Starego Rynku), z drugiej strony debata o zabudowie ogranicza się tylko do możliwej odbudowy zachodniej pierzei w historycznym kształcie. Przez ostatnie miesiące powstała nawet koncepcja, aby powstało w środku muzeum odwołujące się do wydarzeń Bydgoskiego Marca 1981 (czy to aby na pewno najważniejsze wydarzenie w dziejach Bydgoszczy?) oraz ekspozycji tzw. ,,Skarbu Bydgoskiego”. Być może są to wartościowe monety, ale ich wartość tożsamościowa, wbrew temu co się próbuje przedstawiać, jest bardzo znikoma. To nie jest odkrycie fragmentów uzbrojenia rzymskiego legionisty, które mogłoby świadczyć o ważnej roli dzisiejszej Bydgoszczy w okresie przed chrztem Mieszka I, ale monety które ktoś ukrył, z nie wiadomego nam dzisiaj powodu. Z całą pewnością tym tokiem rozumowanie bydgoskiego efektu Bilbao nie osiągniemy. O innych formach zagospodarowania tej przestrzenni nie ma nawet szans na dyskusję.

Łukasz Religa