Rozwój turystyki wymaga słuchania profesjonalistów a nie polityków

tn_3maj12-5Kilka miesięcy temu miała miejsce mała reforma funkcjonowania żeglugi turystycznej na Brdzie. Radni zgodzili się odejść od utopijnej koncepcji ,,tramwaju wodnego” , na rzecz realnej żeglugi której oczekuje branża. Zanim radni zmiany przegłosowali, pojawiły się ,,polityczne” głosy oporu.

Co roku GUS publikuje zestawienia dotyczące liczby turystów odwiedzających województwo kujawsko-pomorskie (zliczane są udzielone noclegi, stąd też mówimy o turystach przybywających na dłużej niż kilka godzin), z których się cieszymy. Mało mówi się już jednak o tym, że jesteśmy bliscy osiągnięcia punktu maksimum, czyli liczby turystów którym jesteśmy wstanie zaoferować w miarę atrakcyjne warunki. Żeby walczyć o kolejny wzrost turystów odwiedzających Bydgoszcz musimy najpierw rozbudować naszą bazę turystyczną i bardziej ją sprofesjonalizować.

Doskonale zdaje sobie z tego sprawę bydgoska branża turystyczna, dlatego odbywają się cykliczne debaty na temat tego co poprawić, ByLOT z K-POT organizują również różnego rodzaju warsztaty mające służyć rozwojowi ofert turystycznych. To się dzieje na co dzień, choć niekoniecznie za pośrednictwem mediów to widzimy. Będąc zapraszany na tego typu debaty, doskonale rozumiem kierunek obrady przez branże. Dobrze by było, aby też zrozumieli to bliżej politycy.

Wróćmy teraz do ,,tramwaju wodnego”. Koncepcja ta powstała za czasów prezydenta Konstantego Dombrowicza, postanowiono pobudować przystanki na nabrzeżach oraz zakupić widowiskowe statki napędzane energią solarną ,,Słoneczniki”. Aspekt ekologiczny nadał temu przedsięwzięciu dodatkowego ,,pijaru”. Jak się porozmawia jednak z kapitanami żeglugi, to raczej usłyszy się narzekania na statki solarne, bowiem np. ryzykowne jest osiąganie zbyt dużej prędkości, gdyż potem akumulator może nie mieć już siły, aby zacumować przy brzegu. Z tego też powodu ,,Słoneczniki” nie pływają na dalsze trasy. Patrząc uczciwie, statki solarne to jeden wielki niewypał, za którym stoją politycy. Nie mówiąc już o tym, że tramwaj powinien pozwolić w miarę szybko się przemieścić, a tego oczekujemy przecież od komunikacji miejskiej.

Sama koncepcja ,,tramwaju wodnego” była bowiem problematyczna dla branży turystycznej. Nie można było bowiem zaplanować wycieczki np. dwa tygodnie do przodu, bowiem nie było pewności, że na statku znajdą się miejsca. Branża długo walczyła o zmiany i w końcu udało się je wdrożyć, pomimo oporu części polityków.

Obecnie bilety na state można rezerwować i opłacić przez internetową platformę Tickeo. Można to uczynić na długo do przodu, ale również siedząc w restauracji sprawdzić a smartphone, czy są miejsca na rejsie za np. 20 minut, zamówić bilety i po dopiciu kawy udać się na Rybi Rynek, gdzie będziemy pewni miejsca. Niewykluczone, że z czasem platforma Tickeo obejmie również wiele innych atrakcji turystycznych w Bydgoszczy. Co warto przy tym wspomnieć, Tickeo to jest bydgoski startup.

Łukasz Religa